Postanowiłam opowiedzieć Wam nieco więcej o swoim życiu i podzielić się z Wami moimi pasjami. W moim blogu znajdziecie wiele ciekawostek oraz zdjęć z świata mody i nie tylko. Zapraszam! Joanna Horodyńska
Kategorie: Wszystkie | Imprezy | Pokazy Mody | W drodze...
RSS
środa, 30 kwietnia 2008

martwa natura… manekiny w sklepach zawsze mnie fascynowały… przyglądam się im, sprawdzając każdy szczegół i oceniam na ile są idealne… w ekskluzywnych butikach niczego im nie brakuje… no może głów!

dla urozmaicenia, manekin w innej tonacji kolorystycznej

wnętrze sklepu… wszyscy dziwnie na mnie patrzą… a ja przecież tylko robię zdjęcie!!!

obecny sezon powinien nas skusić na kolor! Bo on właśnie jest gwiazdą wiosny i lata!!! Może zacznijmy od fuksji?

a gdyby tak połączyć najbardziej intensywne barwy i zrobić rewolucję na ulicy? A co tam, żyje się raz a tam na górze podobno wszyscy chodzą w bieli.

w poszukiwaniu koktajlowej sukienki… jest!!!

oprócz wieszaków otulających mnie poważną ilością ubrań, które muszą być moje, mamy też pułki i szafeczki. Uff, uspokajają odrobinę ten kolorowy szał ciał!

 

udało się, zrobiłam zdjęcie z odbiciem w szybie, to prawie jak rozdwojenie jaźni. Mój kochany aparat i ręka fachowca!

kolejny eksperyment - ja lustro, lustro i ja!!!

za chwilę zacznie się próba prezentacji nowej kolekcji wiosna-lato, dziewczyny czekają na sygnał od choreografa… póki co jest uśmiech na twarzach ale później mogą pojawić się nerwy i trema…

Miejmy nadzieję, że nikt się nie potknie a nawet jeśli, to wszyscy będą o tym mówić… po. Dodatkowa reklama zawsze się przydaje…

choreografia wydawała mi się trochę dziwaczna, jestem jednak za prostotą formy i czystością pokazu. Normalnie pewnie bym się wcięła ze swoją uwagą, ale może jednak tym razem będę „rozważna i romantyczna”.

nie byłam z moim aparatem osamotniona… przed mini galą wieczoru, do butiku wparowała Pani z telewizji i z entuzjazmem komentowała to, co widzi… oczywiście pojawili się też panowie fotoreporterzy… witają mnie już, jak swojego dobrego kumpla! Cześć chłopaki!

już za minutkę już za momencik się zaczyna… ja powtarzam ostatnie kwestie bo zapomniałam wam powiedzieć, że jestem gospodynią wieczoru!!! Sami widzicie, że to co przed, też jest warte uwagi… trzymajcie kciuki żeby wyszło. 

To, co się zaczyna wymaga wielu godzin pracy, przygotowań i wyjątkowo skrupulatnej organizacji… wtedy ma szansę się udać, choć nawet w najbardziej idealnej konstrukcji może się coś załamać… świat, podobnie jak ludzie nie jest idealny.

Efekty zazwyczaj są bardzo ciekawe, za każdym razem inne i chyba to w tej pracy, którą wykonuję jest najbardziej fascynujące... nie ma szans na rutynę… dodam nieskromnie, nie ujmując innym zawodom… bo przecież dla kogoś innego moda może być totalną nudą!!! Ja to rozumiem.

Jestem lekko zestresowana, w końcu moje zadanie to poprowadzić ten niewielki pokaz. Trzymam nerwowo kartki, powtarzam tekst, chcę wypaść naturalnie… bo to widz ocenia najwyżej. Ciągle sobie mówię, że nie wyjdzie, nie ma szans. Nie martwcie się, ja mam tak zawsze, odmiana charakteru „nerwowiec permanentny”… do ostatniej sekundy będę obstawiać przy swoim… nie ma opcji.

Modelki mają próbę choreografii, tym razem nie ma wybiegu, zastawek, sceny, imponującego oświetlenia, ale i tak atmosfera jest niezwykle modowa i kameralnie przyjemna… nie zawsze musi być wielki show. Właściwie to ostatnio nawet nie mam ochoty na porywające gale… utrzymuję stan wyciszenia, żeby kumulować energię na dłużej… polecam.

Choreografia dość prosta ale przewijają się też skomplikowane elementy, zapewne dla równowagi. Nie wtrącam się w ten temat, bo akurat zajęłam się dokumentacją… ostatnio jeden z magazynów modowych nazwał mnie „kobieta szpieg” i całkiem mi się to określenie podoba. Dzięki!

Już powoli schodzą się goście… butik się zapełnia, kieliszki z winem dodadzą otuchy zagubionym obserwatorom, tacy często się pojawiają, wyczuwam ich na kilometr. Panie zaglądają miedzy wieszaki i obmyślają tajny plan, co kupią jak się skończy pokaz. Boże są tylko dwie garderoby, będzie pewnie kolejka do mierzenia… ale to nas chyba nigdy nie zniechęca, jeśli czegoś bardzo pragniemy? Hmm?

Dobra, dobra… Gadu, gadu a ja mam zadanie do wykonania. Nie jest to co prawda skok na bungee ale wiecie co… chyba podobnie się czuję… Zaraz, zaraz… Ale czy skakałam kiedyś na bungee???

 

 
14:53, joanna.horodynska
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 kwietnia 2008

 

wyskoczyłam z taxi i od razu wpadłam na wielki balon cosmo, było widać z kilometra, co się święci... moja wizja balonu dla was na początek!

 

to mój ulubiony budynek na wszelkiego rodzaju fantastyczne imprezy w Warszawie. Wnętrze zawsze okraszone jest magią, otulone światowym klimatem… coś dla wielbicieli architektonicznych uniesień czyli chwila dla fotoreportera czyli mnie! 

 

Iza miko, mała kobietka z wielkim, słonecznym uśmiechem…była gwiazdą wieczoru, wręczała nagrody i pojawiła się na najnowszej okładce cosmo…. 

o Boże co się tutaj dzieje…? wszystkie flesze na mnie i robią mi zdjęcia, ciało się osuwa, umysł przestaje działać, jestem w transie pełnym świateł w mój aparat razem ze mną!!!

 

Kinga Rusin na tle cosmo tapety... moim zdaniem najdłużej pozowała, czy to była zasługa obcisłej sukienki…a może ma układ z fotoreporterami? kto wie! 

 

scena w niebieskości, tam pojawiali się ci, którzy odbierali kosmetyczne nagrody… Małgosia Socha się potknęła  wyczytując jednego ze zwycięzców... ale nie upadła, Kochanek ją ratował!

 

oto moje koleżanki z Maybelline NY, Agata Jaremczuk i Dagmara Brzezińska- Marcu. Z Dagmarą odbierałam nagrodę, jako stylistka marki dla najlepszego podkładu!!!! Ale w tym momencie widzę tylko jej kolczyk… Agata na chwilę w moim obiektywie stała się mulatką...

oto nasza nagroda za najlepszy podkład, starałam się ująć piękno tego sopla, kryształu, czy tam czego innego, które zdjęcie najładniejsze ?

 

zazwyczaj na swoich  modowych eskapadach staram się znajdować najpiękniejsze obiekty natury... ale tym razem nie mogłam się powstrzymać aby wydobyć z tłumu, to co mnie raziło… kok Agnieszki Maciąg… czy chodziło o artystyczny nieład? Zbliżenie się przydaje.

 

piękne kobiety wieczoru i opiekun gromady…. Agnieszka Popielewicz, Małgosia Socha i Robert Kochanek, portret bez flesza chyba wyszedł lepiej niż z lampą, powoli się uczę!

 

after  party odbyło się w Ale Glorii, mnie ujął bar… ale bez drinkowych myśli bo ja nie pije... piękna była dekoracja dookoła właśnie baru, sople sztucznego lodu, kryształu swarovskiego a może prawdziwe brylanty… a kogo to obchodzi ważny jest efekt!

 

kapela przygrywała a Pani na mój widok bardzo się zdziwiła, może coś nie tak z moją fryzurą? o nie muszę zadzwonić do mojego fryzjera! To raczej mało udane zdjęcie ale nie wszystko musi być idealne.

 

sernik znikał w tempie błyskawicznym, w ciągu około dwóch minut!!! Ja nie tknęłam bo robiłam zdjęcia… a może by tak pochwycić  ten ostatni kawałek… chyba nikt nie patrzy?

 

sernik w otoczeniu owoców wylądował w końcu na moim talerzu… mój telefon też miał smaka….

 

fryzura mojego kolegi Marka, nie spodziewałabym się tego po nim, ale każdemu kiedyś odbija… Marku, mimo wszystko nawet Cię lubię!!!

Zapachy, kolory, jedwabistość kremowych zjawisk… nagrody Prix de beaute magazyny Cosmopolitan  to już tradycja… wyjątkowo tego wieczoru gwiazdami nie znane z różnych „miejsc” , twarze ale właśnie kosmetyczne cuda. Czy to oznacza, że nie ważne, jaką sukienkę założą Panie i w czym pojawią  się panowie? Absolutnie trzeba błyszczeć by dorównać temu, co dookoła. A Trudo momentami wygrać z doskonałym kremem, zniewalającym zapachem i mieniącym się drobinkami, podkładem. 

Niestety tym razem mam niewiele czasu aby wybrać się z domu, jestem od kilku dni w biegu i gdyby była jakaś tajemnicza kolejka, w której rozdają właśnie kilka dodatkowych godzin  to ja chętnie  w niej  stanę i poproszę o podwójną dawkę… ale 20 minut wystarczyło, taksówka podjeżdża pod Dom Dochodowy, majestatyczny i doskonały w każdym calu budynek.

Cały porządek wyniosłej konstrukcji burzy czerwony balon z napisem „Cosmo...” ale mnie to rozbawiło, uwielbiam takie kontrasty... być może dlatego, iż całe moje życie jest jednym, wielkim kontrastem i wcale tego nie żałuje... Gdyby ktoś pytał!

W białej sukience komponuję się z balonem bardzo patriotycznie, serce na tę myśl bije jakoś mocniej…ruszam do ataku i staram się ująć go z jak najlepszej strony moim aparatem... dłuższa chwila spędzona przed wejściem uzmysłowiła mi, że jest potwornie zimno a ja mam gołe nogi, letnią sukienkę i myślę chyba, ze jestem w Saint Tropez!!!

Atmosferę rozgrzały błyski fleszy bo fotoreporterzy stojący przy czerwonym dywanie nie mieli zbytnio, co robić…przyszłam za wcześnie gdyż  umówiłam się z Dagmarą, z którą odbieramy nagrodę Maybelline NY dla najlepszego podkładu. Jestem w końcu stylistą tej marki już drugi rok i dla takich momentów warto żyć… ale ale do rzeczy fotoreporterzy, moi drodzy koledzy rzucają się na mnie i trochę grymaszą, biała sukienka… biały słabo wychodzi na zdjęciach... e tam nie moim aparatem dorzucam i chyba gaszę ten pożar marudzenia …. faceci!

Czerwony dywan prowadzi nas do środka, siadamy i czekamy… nie nie ja się nie nadaje do czekania, nie znoszę tego. Jestem wulkanem energii a ten fakt potęguje jeszcze gorący aparat w mojej dłoni… idę odbierać chleb fotoreporterom… o Kinga Rusin w dziwnej sukience!!!

Gala się zaczęła… piękna para z telewizji w tym Tomasz Kammel, który moim skromnym zdaniem  zagubił gdzieś swój szarmancki talent prowadzenia imprez... zapowiadają naszą grupę kosmetyków i Ole Kwaśniewską, która będzie wręczać nagrodę marce Maybelline NY… w znikającej mini, Ola czuje się chyba mało komfortowo wchodząc na scenę ale mini w końcu modne, trzeba przezwyciężyć ten lęk... Powiem wam szczerzę, że jak czekałam na ten moment wyczytywania zaczęłam drżeć ze strachu, nogi odmawiały posłuszeństwa a oddech stawał się zbyt nerwowy. Czy moja sukienka się nie wygniotła, czy się nie potknę o własne nogi, a może obcas wejdzie w  drewnianą szczelinę, której i tak nie ma na scenie ... Ale jestem niczym superman i nic nie jest wstanie mnie powalić…nawet trema!!!Uff udało się i było niezwykle miło… po co ja się tak denerwowałam!!!

Wiecie co może to nie jest Hollywood, nikt nie rozdaje tu Oscarów ale każda nagroda jest warta przeżywania…dawkuję sobie tę radość i jeszcze dzisiaj jestem z tego powodu uśmiechnięta...!!!

14:01, joanna.horodynska
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 kwietnia 2008
Solar

no właśnie tego się spodziewałam, poranek w pociągu nie należy do najłatwiejszych ale przynajmniej jest zabawnie… Karolina ma piękny aparat na zębach i bluzkę z Solara.

we are… o nie chce mi się spać!!!  Portret… no bo jakże może być inaczej.

Karolina robi zdjęcie, ja pozuje. Średnio mi wyszło ale bardzo się starałam… w każdym razie zaczynamy wycieczkę po siedzibie firmy Solar w Poznaniu.

oto pierwsza przestrzeń a w niej Karolina robi pozę, pajacyk czy jaskółka? Kto zgadnie?

katalog firmy w trzech odsłonach… ja oglądam, Karolina zrobiła abstrakcyjną kompozycję…

nowoczesne, minimalistyczne wnętrza powstały po to, aby oddać klimat całej marki… i aby dobrze, komfortowo się pracowało, tworzyło kolekcje… dostałam oczopląsu…

udało się wejść do sali konferencyjnej… był tam długi stół, pewnie na długie godziny modowych obrad…

to nie jest bezkształtna forma… to już pierwszy etap wykroju pewnej sukienki… wiem, wiem początki bywają trudne…ale liczy się finał.

modowy bałagan, tylko wtajemniczeni wiedzą, jak się w tym poruszać… przyuważyłam tutaj na stole wzory nowych toreb… czy to będzie hit?

ktoś na chwilę odszedł od próbek z kolorami materiałów. To idealna okazja dla mnie, Karolina mnie kryje a aparat chętnie oddaje się w moje ręce… Jest współpraca, jest dobre zdjęcie!!!

szafek, półek, szuflad jest tu sporo… Gdzie się nie odwrócę, wszędzie coś się dzieje… nie wiem co powinnam jeszcze ująć, totalnie wariuje, niczym modowy szaleniec tracę zdrowe zmysły… ratunku!!!

Karolina na hasło wybieg od razu na niego wskakuje, jakby miała to zakodowane w specjalnej mózgowej przegródce… no dobra, zrobię jej zdjęcie.

a tu się szyje… pewnie nikt nie ma wątpliwości ale to tylko robocza nazwa zdjęcia… ale gdzie jest Karolina? Ktoś ja porwał? Ja się zagapiałam bo ciągle robię zdjęcia….

Karolina się odnalazła, poszła zwiedzać Stary Browar… to dobrze, bo mamy też tutaj przewidziany lunch… pożegnalny lunch… Tylko dla mnie tak pozuje!!!

i tu właśnie kończy się nasza przygoda, wchodzimy do środka i znikamy w świecie modowych rozmów, plotek i fascynacji…

jedno mogę wam zdradzić… a może jednak  nie! Pa, końcowo- portretowo.  

Przyszedł czas na wyciszenie, skupienie i wewnętrzny spokój. Zastanawiałam się czym jest to spowodowane… wiosenne przesilenie, męczący świat warszawskich imprez bo ile można? Za dużo pracy? O nie… A jeśli to fakt, iż wielkimi krokami zbliżam się do 30-stki? Mówią piękny wiek wszystko się właśnie zaczyna… ląduje jednak w rzeczywistości i wiem, że czasu nie zatrzymam, miłosnych, pierwszych uniesień nie zawrócę… zatem żyje tu i teraz i powiem wam… jestem szczęśliwa, cokolwiek przyniesie jutrzejszy dzień… księcia z bajki z pantofelkiem albo bez….

Ale ja tu się bawię w filozofa, jakby powiedział mój przyjaciel a telefon dzwoni i dostaje zaproszenie aby zobaczyć siedzibę firmy Solar w Poznaniu… super ani chwili się nie waham, dzwonię do mojej przyjaciółki Karoliny Malinowskiej i mówię zróbmy coś innego… poznajmy ciekawe  rejony naszej pracy… i jedziemy.

8 rano pociąg. Karolina wsiada na stacji Warszawa Wschodnia ja na Centralnym… kawa w dłoni, telefon z aparatem w drugiej, bo planuję działania fotograficzne już od samego początku… trochę się jednak boję, że poranne zdjęcia mogą nie ująć naszej wysublimowanej urody i wiecie co, mam rację!!! Wyglądam jak zamroczona snem a Karolina ma głupawkę i pokazuje swój cudnej urody aparat na zębach… zaciągam ją do Warsu bo ludzie dziwnie patrzą!

Tu się zatrzymam bo chyba zasnęłyśmy i już dojeżdżamy…

Wsiadamy w samochód, który wiezie nas do firmy Solar, nasz wzrok przyciąga wielki napis przed wejściem… no i trzeba to ująć… Karolina jest moim osobistym fotografem, a ja chyba już zapomniałam, jak pozuje prawdziwa modelka… bardzo wszystkich przepraszam!!!

Wnętrze bardzo nowoczesne, od razu ruszam z moim aparatem, który dobrze mnie już zna i wie, że niczego nie pominę i z pewnością nie dam mu chwili wytchnienia… Wszystko zostało tu specjalnie przemyślane, rozplanowane… recepcja, korytarze, sala konferencyjna, przestrzeń dla projektantek, pomieszczenie, w którym szyje się wzory… showroom, gdzie robi się prywatne pokazy nowych kolekcji… Karolina miała ochotę wypróbować wybieg… jesteśmy pod wrażeniem. Miałyśmy nawet okazję obejrzeć już cześć kolekcji na przyszłą zimę… ale o tym póki co cicho sza… Zdradzę  jedynie, że wszystko bym chciała mieć… moja szafa musi zostać powiększona!!!

Przed wyjściem na lunch mamy jeszcze chwilę na kawę. Z panią prezes rozmawiamy o wszystkim, mówimy bez zahamowań o tym, co nam się podoba, a co jest poza granicą naszych modowych uniesień… tak ostatnio stwierdziłyśmy z Karoliną, że warto mieć odwagę bo ona buduje nasz charakter i osobowość….

W biegu chwytamy najnowszy katalog firmy Solar, piękne zdjęcia z nutą czegoś nierealnego… mnie urzekły sukienki bo mają tu zupełnie inne oblicze, raz proste, klasyczne a raz romantyczne, zwiewne, na których wykorzystano oryginalne wzory… to jeden z modowych aspektów, który powoduje, że chętnie znajduję w tych strojach coś dla siebie… wzór!!!

Lunch dobiega końca… zjadłyśmy za dużo, ktoś szepnął na koniec, że trzeba komuś tam przywieźć kilogram białej kiełbasy bo rewelacyjna i nigdzie takiej nie ma… Karolina mówi, że my też chcemy, mój mąż uwielbia…W sumie męża u mnie brak, ale sama chętnie skosztuję… a co mi tam… I tak mamy zapachowo-kiełbasiany powrót z magicznej, ciuchowej podróży… sukienkę kupię później!!!

16:16, joanna.horodynska
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2