Postanowiłam opowiedzieć Wam nieco więcej o swoim życiu i podzielić się z Wami moimi pasjami. W moim blogu znajdziecie wiele ciekawostek oraz zdjęć z świata mody i nie tylko. Zapraszam! Joanna Horodyńska
Kategorie: Wszystkie | Imprezy | Pokazy Mody | W drodze...
RSS
środa, 21 maja 2008
Londyn część 1

6 rano, patrzę w niebo i świat jest taki wielki… za chwilę będę w samolocie… Wcale nie boję się latać.

Kiedy dolecę? Za 2 godziny i 20 minut… Londyn mnie powita… tak na marginesie nowy terminal na naszym lotnisku jest dziwny… czy ktoś to w ogóle tu pracuje???

w Londynie, jak zwykle wietrznie ale nie deszczowo. Hura!

pierwsza rzecz jaką zrobiłam w Londynie to spacer z moją chrześnicą Zoe. Kilka portretów uzmysłowiło mi po raz kolejny… czas biegnie tak szybko kiedy patrzymy na dzieci… Każdego dnia.

uwielbiam przychodzić do hinduskiej dzielnicy, barwy, zapach i ludzie uzmysławiają mi, że wcale nie jestem tu gdzie jestem!

bollywood movie do wyboru do koloru.

kolorowe lody balonowe? Coś w tym rodzaju!

nie bardzo można tu fotografować ludzi a szczególnie kobiety… ale ja i mój aparat jesteśmy zwinni i szybcy… To „kobieta na zakupach”.

wyszywane, barwne cacka... kupiłam jedną taką torebkę i powiesiłam na ścianie… ale to będzie w temacie moje mieszkanie, póki co London calling…

czy to zdjęcie może poprawić nastrój? Mnie akurat intensywne kolory nastawiają pozytywnie, nawet jeśli za oknem chłód, dlatego trzymam je jako tło w moim telefonie i patrzę, gdy smutek ogarnia me ciało… to oczywiście typowe hinduskie dekoracje, gwoli wyjaśnienia, ale pewnie to wiecie.

złapałam stopa! Żart!

i fryzjer i supermarket… do fryzjera nie idę, ale kupię warzywa. Tu są najlepsze w całym Londynie.

czas na zmianę ale bynajmniej nie w życiu tylko w londyńskiej wyprawie… nie będę ukrywać, że przyjechałam tu też częściowo na zakupy… funt  nisko stoi to można lekko poszaleć. W Londynie jeżdżę metrem bo to uwielbiam… taxi nie wchodzą w grę… no może na lotnisko wezmę, jak za dużo kupię.

snobistyczne Bond street? A dlaczego nie? To przystojniak, który mi trochę nie wyszedł na zdjęciu… hmmm co się stało? Może za gorąco? Nie, myślę po prostu o zakupach i bujam w obłokach…  

13:30, joanna.horodynska
Link Komentarze (2) »
Londyn część 2

zaczynam od Browns Focus tu w przeciwieństwie do słynnego Browns jest taniej a to dlatego, że można tu odnaleźć ubrania dość znanych, młodych projektantów… ale ja kupuję tutaj zazwyczaj kolczyki!!! Sztuczne daimonds are the best girl’s friend… ;)

zaliczam też małą  pogawędkę  z paniami w sklepie Miu, Miu. Dzięki przyjemnym konwersacjom mam tu zniżkę pracowniczą 40%. Warto rozmawiać!

czerwony autobus, czerwony autobus!

Liberty, najstarszy dom handlowy w Londynie, drewniane schody, zapach starej, babcinej szafy i najmilsze ekspedientki na świecie… coś tu z pewnością kupię… Mam ochotę na spódnicę w kwiaty!!!      

a promujący ten dom plakat jest perwersją z domieszką lat 40-stych. Wow… Co za szał ciał i upojenia… może kupię jednak seksowną sukienkę?

byłabym zmartwiona gdybym was tutaj nie przyprowadziła. Sklep „Luella”, brytyjska projektantka o tym imieniu otworzyła dwa lata temu swój pierwszy butik. Ja skradłabym serce z wystawy, a skoro się nie da, to coś kupię! I kupiłam! Zgaduj zgadula, co mam w różowej torbie?

wiadomo już jaki kolor modny, fluorescencyjny - wystarczy spojrzeć na wystawy! Muszę przyznać, że Londyn dał mi tym razem kolorowy zawrót głowy, nawet w Harvey Nicols, innym domu handlowym, który słynie ze stonowania i prostoty kolor był na pierwszym miejscu!

chwila dla bogaczy, w których każdy może się zmienić, bo patrzenie ani robienie zdjęć nic nie kosztuje! Zatem Sloane Street… wrrrrrr…

butik Fendi, na szybkach przykleili koła, ten sam motyw przewija się w kolekcji na wiosnę i lato. Grunt to ciekawy pomysł… czasem bardzo prosty, jak się okazuje.

u Dolce&Gabbana, motyw zwierzęcy, a co będzie dalej?

mężczyzna jest szary i z białym kufrem… Wow to u Prady

najbardziej mnie urzekły kwiaty na wystawie Pringle of Scotland, były dosłownie wszędzie. Zatem do dzieła! Kobiety kupują sukienkę w kwiaty, a mężczyźni koszule. Kwiat obowiązkowy… ktoś nie jest przekonany?

odbijanie na ekranie… to byłam ja.

czas do metra… koniec zakupów! A co się zdarzy w metrze, kto to może wiedzieć.

w metrze czynię obserwacje ciuchowe, kto, jak i w  czym. Młode Brytyjki mają styl punkowy i to się nie zmienia. Są momentami mdłe i nijakie, z rozczochranymi włosami, ale jest jedno co odróżnia je od każdej innej narodowości… buty. Wiązany czub… Mnie się podoba, choć pewnie w Polsce byłyby zjawiskiem.

wieczorne atrakcje w Londynie akurat dla mnie nie mają aż tyle wspólnego z klubami albo pubami i piciem piwa…Właściwie tej drugiej pozycji nie znoszę. Przyznaję się, tak samo, jak do tego, że lubię zakupy. Najważniejsza jest szczerość. Ja z moją przyjaciółką Martą chodzimy na musicale… Obok grali Dirty Dancing ale my…
13:29, joanna.horodynska
Link Komentarze (1) »
Londyn część 3

       

  

zaraz się zacznie, już za momencik. Siedzimy w 11 rzędzie... na wejściu mówili, że można krzyczeć i śpiewać do oporu… szykuje gardło!

 

w czasie przedstawienia nie mogłam robić zdjęć, ale przemycam wam śmieszny   obrazek z przerwy… z 11 rzędu… mój aparat robi takie zbliżenia!!!

rozmarzyłam się przy czerwonej budce… zielono mi!

przed 24.00 jest ostatnie metro to chyba zaraz przyjedzie, a jak nie?!

w ostatni dzień idę z Zoe do parku… w drodze widzę typowo brytyjski domek z wejściem … Puk puk, czy ktoś jest w domu?

 

tu są rożne narodowości, różne kolory skóry i różne języki… czy podobnie będzie kiedyś na księżycu?  Póki co, jestem z dzieciakami w piaskownicy… ale gwar!

 

big mamma!!!

czy tam się ktoś wspina? Kompozycja drzewa spodobała się wszystkim, ale to jeszcze nie jest moje najbardziej ulubione zdjęcie z wyjazdu.

jedyne zdjęcie w ruchu, które naprawdę mi wyszło… w końcu uczę się każdego dnia. Anioł na trawie i piłka w oddali…

 

każdy ma swoje ulubione zdjęcie, które przywozi z podróży.  Ja wybrałam  to… co jest po drugiej stronie drzwi? Chyba już nic… a może jednak coś? Dowiem się następnym razem, jak tu wrócę.

Gwar, wiatr, deszcz, za duże taksówki, dziwne autobusy i niebanalne budki telefoniczne. Od razu mówię, że to nie jest moje ulubione miasto, ale mimo to, mam tu kilka swoich miejsc i chwile oderwania się od polskiej rzeczywistości.

Przebywam tu od czasu do czasu, odwiedzam przyjaciółkę i wtedy nie możemy się wygadać nocami, jak w liceum? Tym razem jestem tu jednak także po to, by odnaleźć spokój  wewnętrzny, bo skumulowało się za dużo pracy i przygotowań do kolejnych modowych projektów, które czekają na mnie po powrocie. Szukam inspiracji? Nowych pomysłów? Sposobu na okiełznanie zbliżających się wyzwań… paru rzeczy ciągle nie jestem pewna, może tu odnajdę odpowiedzi. Jest też ze mną mój wierny przyjaciel - telefon z aparatem…

Widzę Londyn innymi oczami. Przy okazji tego wyjazdu zaczyna mi się bardziej podobać. Stał się kolorowy, barwny, niczym ptak na uwięzi. Kolory są być może wyznacznikiem nowego modowego sezonu, w którym  odgrywają  znacząca rolę. Cieszy mnie to, bo kolory są ze mną zawsze i tworzą moją rzeczywistość. Również brak deszczu powoduje, że czuję się nieswojo chodząc wszędzie z parasolką… odkładam ją na bok i rozkoszuję się słońcem, może się opalę i powiem wszystkim, że byłam w Saint-Tropez? Mocny wiatr stawia mnie jednak na nogi i daje znać gdzie jestem… w Londynie!!!

Zakupy, obserwacje ludzi, modowe i nie tylko wystawy, wypad do teatru, spotkania z nowymi ludźmi, wałęsanie się samotnie po mieście i znowu zakupy. To wszystko, co mogłabym umieścić w moim londyńskim planie tygodnia. Podróż się zaczyna, pewnie też się skończy, ale zostanie na długo w mojej głowie. Czeka mnie też bycie przez chwilę „big mamma” i opieka nad moją chrześnicą Zoe. Mam wprawę, to chyba dam radę… Zoe ma 13 miesięcy i  uwielbia moje pędzle do makijażu bardziej niż pluszowego misia…

Czy jesteście gotowi na to, co ja ? bycie ponad tym wszystkim? Tak po prostu, zwyczajnie?

Zatem London calling!!!!!!!!!!!!      

13:29, joanna.horodynska
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2