Postanowiłam opowiedzieć Wam nieco więcej o swoim życiu i podzielić się z Wami moimi pasjami. W moim blogu znajdziecie wiele ciekawostek oraz zdjęć z świata mody i nie tylko. Zapraszam! Joanna Horodyńska
Kategorie: Wszystkie | Imprezy | Pokazy Mody | W drodze...
RSS
czwartek, 27 marca 2008
Vistula i Wólczanka

przystojny mężczyzna w aksamitnej marynarce, to mój kolega. Ewidentnie nadaje się do rubryki najlepiej ubranych… ale ja takiej tutaj nie tworzę… w każdym razie panowie od nowego sezonu powinni skusić się na takie okrycie, bo tym razem mężczyzna ma przypominać włoskiego kochanka… błyszczeć i mienić się, łącznie z włosami. Tak na marginesie tego błysku to zabrali odrobinę nam, kobietom... dobra - nie gniewamy się…

siedzę sobie spokojnie i oglądam pokaz. Przystojni modele przechadzają się wzniośle po wybiegu. Chcę zrobić im zdjęcie, a tu ktoś wpada mi przez obiektyw… że wyrażę się profesjonalnie… byłam początkowo zła, ale po obejrzeniu zdjęcia stwierdziłam, iż tak ubranej płci męskiej powinno być więcej dookoła… szkoda - obcięłam mu głowę, chyba z wrażenia, bo był bardzo przystojny... hmmmm

udało mi się usiąść w pierwszym rzędzie, otoczona moimi kolegami ruszyłam do ataku fotograficznego, jak tylko zaczął się pokaz… wybieg długi i szeroki… spokojnie mogłam robić zdjęcia z trzech różnych perspektyw, bo modele nie znikali tak łatwo z pola widzenia… i dobrze - bo było na kogo popatrzeć… choć oczywiście zwracałam uwagę na ubrania… ładny garnitur…

kontynuując modę włoskiego kochanka, moje myśli skupiły się na ciekawych, męskich dodatkach, o których panowie nie często pamiętają… szalem okryta szyja… miłe, może to jest jednak francuski kochanek?

torba listonosza, nie traktując nazwy zbyt poważnie, tylko jako łatwą inspirację... kiedy ostatnio widzieliśmy listonosza na własne oczy… ja chyba rok temu!!!

no i kto by się spodziewał prawie nagich ciał na wybiegu… gdybym wiedziała, to bym chyba nie usiadła tak blisko… aparat mi zaparował. Nie mogłam wybrać żadnej funkcji, ręka mi drżała zatem najlepiej było wybrać automat… uffff jest… wyszło!!!

kolejną ciekawostką podczas pokazu był wybieg z desek i sporo piasku pod stopami, no panie na obcasach czuły się mało komfortowo, ale w końcu to był pokaz mody męskiej i nikt o nas tak intensywnie nie myślał… gdybyście nie wierzyli, że tak było… oto dowód. Kiedy wróciłam do domu miałam worek piasku w szpilkach… czy to już początek lata nad Bałtykiem?

to jest Agnieszka Maciąg… w mojej wizji impresjonisty... trochę nie wyszło, bo siedziała po drugiej stronie wybiegu… no i to było za daleko… moim zdaniem coś jednak źle ustawiłam…

- pokaz pokazem, ale miejsce wydarzenia też ma ogromne znaczenie. Na Placu Piłsudskiego stanął gigantyczny przeźroczysty namiot!!! A w nim cudnej natury wielkie papierowe lampiony... wow!!!

zdjęcie w ruchu tytuł „Krok modela” gdyby ktoś miał wątpliwości.

„The final countdown” – to był wielki finał!!! Założę się, że nikt tego tak pięknie nie ujął. Wyjątkowo nie będę skromna…

po pokazie wszyscy chłonni wywiadów i zdjęć zrywają się z krzeseł, by niczego nie stracić… ja też jestem w gotowości…

a tu zgaduj, zgadula… O co chodziło artyście na tym ujęciu? No dobrze, zdradzę wam… pani po prawej ma piękne różowe paznokcie… Bardzo „In style”…

oto jestem ja i patrzę na was!!!

Gdy jechałam taksówką na miejsce pokazu z daleka mieniły się jasne światła, odbijały się od lekko zmoczonych deszczem ulic. Gdy byłam bliżej, moim oczom ukazał się ogromny przeźroczysty namiot z wielkimi lampionami… już nie mogłam się doczekać, aby wejść do środka. Jestem z natury bardzo niecierpliwa i przebieram nerwowo nogami. Tym razem przebierałam także z zimna, na dworze 0 stopni, a ja w super krótkiej mini sezonu, jak ja chciałam ją założyć… co tam, że drżę...

Znajomi czekają przed wejściem… w końcu wchodzimy. Zajmujemy miejsca w pierwszym rzędzie, co spowoduje, że moje zdjęcia będą udane… chcieli mnie usadzić na leżakach, które gdzieniegdzie się przeplatały ze scenografią wybiegu, ale wolałam klasyczne krzesło. Zresztą mini i leżak to nie jest dobre połączenie… na ziemi sporo piasku. Rozumiem to kolekcja wiosna-lato i trzeba dać temu wyraz…

Ludzi jest potwornie dużo, ciągle pojawiają się kolejne grupki. To chyba przez to pokaz ma takie opóźnienie, już ponad 40 minut. Jednak się zaczyna. Pojawiają się modele w propozycjach Vistuli i Wólczanki... lniane, białe garnitury, zwężane spodnie, lekko podwinięte jeansy, brązowe mokasyny z delikatnej skóry, duże torby w tym sporo przewieszonych na krzyż, bawełniane szale, no i model w samej bieliźnie… rozumiem wizualno-sensulany przerywnik… jestem za. Panie zgromadzone na miejscu zaczęły mocno bić brawo i ja też…

Spodobała mi się stylizacja pokazu, bardzo prosta i wyrafinowana… Mężczyzna Vistuli i Wólczanki był niczym włoski kochanek z podkreśloną makijażem twarzą, szczególnie oczy i kości policzkowe. Opalony z błyszczącymi włosami, nienaganny i bardzo zmysłowy… może nieco nierealny, z naszych marzeń. Wiadomo, pokazy rządzą się swoimi prawami, wracam jednak do rzeczywistości i zdzieram z modeli to, co widziałbym w szafie prawdziwego mężczyzny, którego mam szanse spotkać na ulicy… biały garnitur?

12:19, joanna.horodynska
Link Komentarze (3) »
środa, 19 marca 2008

Przeróżnych spotkań modowych, pokazów, prezentacji jest niemało. Mogę jednak stwierdzić, że prezentacja kolekcji Paprocki&Brzozowski dla Reserved, to prawdziwe miłosne uniesienie w modzie. Zresztą sami twórcy w takim właśnie duchu stworzyli kolekcje. Czy zatem kolekcja dla zakochanych wprowadziła taki nastrój do samej prezentacji tego wieczoru? TAK… szczególnie u Piotra Rubika i jego narzeczonej, ale nie jestem od plotek. Wracam zatem do mody. No i ja się zakochałam… w kolczykach Karoliny Malinowskiej, które kosztowały… całe 3 zł.Wielka moda łączy się z popularną i łatwo dostępną marką, a granice tych dwóch światów zacierają się. Podobne zabiegi od lat praktykują wielkie światowe firmy, a my w naszym pięknym kraju, nie chcemy być gorsi. W tej nieplanowanej rozgrywce wypadliśmy, moim skromnym zdaniem, znacznie lepiej - tu jest idea i charakter. Gwiazd było sporo, każdy przyszedł kupować, bo tego wieczoru, znani i lubiani mięli pierwszeństwo zakupu i z tej też przyczyny nikt nawet nie skosztował przekąsek… stratni byli organizatorzy. Potrzebna była za to większa ilość wody, bo vipowska ludność była zdyszana zakupowym maratonem.W końcu, w połowie imprezy weszli główni sprawcy zamieszania Paprocki i Brzozowski, jak zwykle skupieni i jak zwykle przemili w każdym swoim zachowaniu…..no i skromni. Skromność to w ogóle ich znak rozpoznawczy… są prawdziwi, jak cała ich kolekcja.

Karolina Malinowska w piekle, to moje artystyczne zdjęcie, pełne rozgrzanej czerwoności. Przez kolor nabrało klubowego klimatu, miałam zamiar coś poprawić i może zrobić to zdjęcie jeszcze raz, nie użyłam trybu nocnego, po prostu potraktowałam to zdjęcie niczym dzieło sztuki. Karolinie też się podobało.

podczas wieczoru czuło się atmosferę retro, szczególnie przez przygrywającą kapelę. Stałam tak przed nimi i szukałam dobrego ujęcia. Trochę dziwnie na mnie patrzyli, ale czego się nie robi dla uzyskania doskonałości.

zaskoczyła mnie ta kreacja, na dworze chłód i deszcz a tu proszę niektórzy mają odwagę… w sumie mi też się nie chce nosić zimowych ciuchów. Może następnym razem też tak wyjdę… 

najlepsza stylizacja wieczoru… aż mnie kusiło aby jakoś specjalnie skadrować to zdjęcie, przymierzałam się z 5 minut, lekko ucięta góra i idealna poza modelki… Kasia Burzyńska z MTV to istny demon energii.

krajobraz imprezy też ma znaczenie… dużo świateł, dużo ruchu i moja ręka - niewzruszona.

w czasie modowych, dużych spotkań pojawia się mnóstwo kamer, prezenterów, każdy  prześciga się w zdobyciu wywiadu z gwiazdą, ale też nie każda gwiazda ma ochotę na wywiad. Należy daną gwiazdę odpowiednio podejść, niektórzy to potrafią… wybrałam mimo wszystko zdjęcie portretowe… i wyszło!!!

 

z tego co mi wiadomo, to Karolina Malinowska wyrwała Frytce mikrofon i sama przeprowadziła z nią wywiad… chodziło o portal Frytki … a o czym rozmawiały? Oczywiście dementowały plotki…

no tak Jacyków chciał się popisać… mina tygodnia? Czy może Tomek ma ochotę skosztować smaku soczystej sukienki? Cóż, świr wszystko zrobi…

to moje ulubione zdjęcie z imprezy… kolczyk Karoliny Malinowskiej. Zdradziła mi, że kupiła go za 3 zł a wygląda jak za milion dolarów. Cudownie odbiło się światło od brzegu kolczyka. Wrzuciłam to zdjęcie nawet na tapetę w moim telefonie

jak na prawdziwe gwiazdy przystało, Karolina i Beata otoczone są prze fotoreporterów. Ja stanęłam z boku i chciałam to uchwycić, nie miałam zamiaru przeszkadzać, zabawiłam się w wiernego fana i byłam cichutko.

13:10, joanna.horodynska
Link Komentarze (9) »
wtorek, 18 marca 2008

 

 Paryż to miasto przesiąknięte modą i bardzo hermetyczne. Będąc tu tyle razy, dochodzę do wniosku, że Francuzi kochają siebie najbardziej. Kiedyś odbierałam to dość negatywnie, ale teraz wiem, że na tym polega urok tego miasta i nikt nigdy nie powinien tego zmieniać, bo wtedy nie będzie tak, jak jest.

Tym razem przeżywam wyjazd podwójnie mocno i oprócz moich stałych dróżek, którymi znowu tutaj przejdę, oprócz tego, że usiądę gdzieś na ławce i zjem bagietkę z serem brie, mam inne zadanie – pomóc Maćkowi  Zieniowi w jego pierwszym pokazie pret-a-porter (w kalendarzu pokazów offowych), na drugim planie są nawet zakupy…

Dzień przed, mam jednak czas, aby się wyluzować i trochę pomyśleć w zaciszu własnej osoby, czasem się przydaje. Wyrywam się w miasto nocą, zabierając mój telefon… jednym słowem telefon i ja szalejemy. Czy to randka? Paryż nocą wygląda tak zjawiskowo aż dostaje gęsiej skórki, gdy pojawiam pod wieżą Eiffel’a, ale to nie oznacza, że dzień jest czasem, gdy to miasto nie ma swojego uroku… wtedy inne rzeczy mają wizualne znaczenie. Małe placyki, ogrom rowerów i mimo wszystko samochodów, w sumie to nie wiem po co Francuzi kupują samochody, skoro nie mają gdzie nimi parkować i  tak się męczą… tej tajemnicy jeszcze nie odkryłam, może następnym razem.  No chyba, że więcej samochodów kupują mężczyźni… bo kobiety mają rowery i metra  - dlatego są szczupłe.

A czy Paryż to miasto bardziej dla kobiet czy mężczyzn? Po raz pierwszy zadałam sobie to pytanie będąc właśnie tutaj. I chyba nie ma na to konkretnej odpowiedzi, a użycie sformułowania, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, jest takie wyświechtane. Mężczyźni z pewnością mogą tutaj kupować najpiękniejsze prezenty dla swoich kobiet i oświadczać się  w magicznych miejscach. To się zgadza. W każdym razie namawiam panów do tego.

Wracając  do pokazu, bo to najważniejszy powód mojej podróży, pojawiła się Ania Rubik. Nasz pokaz miał się odbyć o 16.30, ale wszyscy czekaliśmy na Anie, która w pędzie i szaleństwie innych pokazów bardzo chciała tu być i wspierać pierwszego Polaka na pret-a-porter.

Z jej miłego powodu zaczęliśmy o 17.00, ale czekanie było warte… pierwsza modelka pojawia się na wybiegu i jakoś robi się inaczej… kobiety patrzą na stroje, mężczyźni na modelki, a znawcy mody, którzy przybyli, na jedno i drugie… mają tych pokazów mnóstwo, zatem jeśli na ich twarzach pojawi się niewielki uśmiech zachwytu, to znaczy, że się podoba. 

Koniec, finał, ostatnia modelka i Maciek, szczęśliwy, zdenerwowany i spełniony jako projektant, mam to na zdjęciu… ściska każdego i dziękuje, bo wie, że pomagali mu ludzie, którzy wierzą w jego talent i wierzą, że będzie wielki ciąg dalszy… 

Czasem lubię powroty, szczególnie z wakacji, bo tęsknię za pracą. Wiem, to dziwne, ale kocham to co robię, lecz tym razem powrót mnie zasmucił… ta adrenalina, emocje, radość a wszystko otulone Paryżem, żal to zostawiać, ale chyba źle by było, gdyby tego wcale nie było… mam to na zdjęciach w moim telefonie, zawsze mogę oddać się marzeniom i pomyśleć, że ciągle tam jestem. Nikt mi tego nie zabierze.

 

zdjęcia nocne zawsze wydawały mi się najciekawsze, jest w nich jakaś nieodkryta tajemnica… głębia i nieskończoność, szczególnie, gdy obiektem zdjęć jest takie miejsce.

 

 

 

Paryż to miasto rowerów, bo po co komuś samochód skoro i tak nie ma gdzie zaparkować i kręcimy się w kółko przez godzinę… zatem rowery, których nikt nie kradnie… to niemożliwe, a jednak!

Jest ich nieskończona ilość… tak  też chciałam, aby było na moim zdjęciu.

kolejny symbol Paryża, nocna, zabytkowa wycieczka się rozkręca. Byłam tutaj na sylwestra i wtedy wieża mieniła się milionem małych lampek, a ludzie wyglądali jak zaczarowani. Trudno było zrobić dobre zdjęcie. Dzisiaj w skupieniu i ciszy znowu próbuję…

zdjęcia zabytków nie są moją ulubioną stroną fotograficznej zabawy, ale nie mogłam się w tym przypadku nie skusić… Łuk nocą, oświetlony - to symbol siły, niezależności i zwycięstwa… w życiu te cechy są niezastąpione… przed ważnym pokazem Maćka Zienia, który mocno przeżywam, warto było tu być…

no i przyszedł czas na mnie, poprosiłam kogoś aby zrobił mi zdjęcie… co tam uroda i pozowanie a la gwiazda z Hollywood. Jestem w końcu szalona i nigdy nie pokazałam nikomu języka. No może w podstawówce.

emocje na zdjęciu są ważne, Maciek Zień po swoim pokazie przytulał wszystkich bez wyjątku, chodziłam za nim wszędzie, aby tylko to uwiecznić…

i to już jest koniec, nie mam już nic… nie no, bez przesady, choć wracamy do domu z moją ekipą telewizyjną, (z przodu producent Marek, ja w środku, a na końcu Tomek Jacyków), to zostały nam piękne chwile w pamięci i zdjęcia. Dzięki nim, można tak łatwo i szybko wrócić do tych pięknych, modowych, paryskich chwil… ale i tak, jak widać na zdjęciu, jest  mi smutno…

13:49, joanna.horodynska
Link Komentarze (4) »
1 ... 16 , 17 , 18